Moje karmienie piersią

 

Tekst ten pisałam baaardzo długo. Brak czasu spowodował, że jedynym miejscem była dorwana na spacerze ławka i telefon. Chwila, gdy syn zasnął, a ja w słowach chciałam uwiecznić nasze chwile związane z karmieniem piersią. 

Tytuł nie bez kozery. Podkreśla MOJE. Uważam, że każdy jest inny i jego ‚droga mleczna’ jest tylko JEGO. Jest jak żadna inna, a mówiąc droga mleczna mam też na myśli, tych którzy nie mogli lub z różnych powodów nie chcieli karmić piersią i chwycili po mleko modyfikowane. Bez dwóch zdań kochają swoje dzieci tak samo bardzo. Nie jestem w tym temacie ani idealistką, ani nie wyznaję ideologicznie przymusu karmienia piersią jak to się spotyka na wielu forach czy w grupach rodziców stygmatyzujących mm jako zło. Nic na siłę.

Mi się udało! Jestem szczęściarą, bo tego chciałam i o to walczyłam, a nie było łatwo, oj nie było. Sutek nie był jak na obrazku Matki Polki karmiącej, ciało było zmęczone porodem, a psychika wyczerpana uwagami szpitalnych położnych czy nawet bliskich. 

Dziękując za karmienie na pierwszym miejscu muszę wymienić mojego niezwykle cierpliwego synka! Jednak dalej mojego męża, z którym mieliśmy wtedy wspólny kryzys i huśtawkę nerwów. Obydwoje niezwykle przejęci nową rolą, ale też brakiem umiejętności, które przyszły z czasem mierzyliśmy się z baby bluesem. Na szczęście nie pozabijaliśmy siebie wtedy i myślę, że fakt iż  nie przyszło nam to łatwo jak po maśle i wzorcowo jak w gazecie laktacyjnej sprawił, że staliśmy się silniejsi. Piszę w liczbie mnogiej bo mimo, że przecież mój mąż nie ma biustu i niewiele mógł w tej kwestii zmienić ;) by pomóc czy zastąpić mnie to mocno wspierał i po prostu był obok w najtrudniejszych chwilach. A mogę sobie tylko wyobrazić jak jemu ciężko było patrzeć z bezsilnością na naszą  niezgraną jeszcze dwójkę w płaczu walczącą o efektywne przystawienie do piersi. Zostawał z nami w pokoju,  gdy go o to prosiłam, bo chciałam żeby był blisko razem z nami. Wtedy tego potrzebowałam by jeszcze mocniej czuć, że nie jestem sama z problemami, które pojawiły się w początkowej fazie karmienia. Potem dowiedziałam się, że karmienie piersią nie odbiera, ale dodaje sił i pewności siebie. Doświadczyłam tego na własnej skórze.

Dziękując za karmienie nie mogę nie wspomnieć Dominiki. Anioł, dobry duch, który pomógł nam wtedy jak nikt inny. Mimo swego wykształcenia, doświadczenia i pracy zawodowej związanej z położnictwem i karmieniem piersią nie skrytykowała ani nie zasypała naukowymi uwagami. Po prostu wsparła jak mama mamę. Więcej, dała poczucie spokoju. Coś bardzo ważnego przy KP, a czego się nie spodziewałam. Kiedy my z synkiem „nie mogliśmy się dogadać” mimo nawału pokarmu co do przystawienia, sam fakt, że Dominika nas odwiedzi uspokoił totalnie obie strony. Natychmiast zgraliśmy się. Byłam zaskoczona! Bałam się, że gdy ona wyjdzie za drzwi nam znowu nie wyjdzie, ale staraliśmy się i karmiliśmy się długie miesiące. Wtedy odkryłam jak wiele jest w psychice jeśli chodzi o KP. Okazało się, że nie tylko bariery fizyczne szkodzą (zła budowa sutka, brak pokarmu czy wady w budowie buźki dziecka), ale w wielu przypadkach, w tym w moim, to głowa stanowiła blokadę. 

Co było wcześniej? W ciąży skupiałam się na tym co tu i teraz. Najważniejsze było donoszenie jej do terminu i baczne obserwowanie z zewnątrz mieszkańca mojego brzucha. Potem zadaniowe nastawienie do porodu. Trzeba to zrobić i już będziemy razem. Szczęśliwi. Pierwsze spotkanie, tyle emocji, szok, burza w głowie! A potem, już po, spokojniej, dostałam Małego Człowieka do piersi a on nie płakał, popatrzył mi głęboko w oczy i zaczął ssać pierś. Skąd on wie jak to robić? I jak czarować spojrzeniem? Nie spuszczał ze mnie wzroku, a ja z niego. Już na zewnątrz, ale w tej chwili jeszcze jak jedno. Tacy zgrani.

Pięknie. Trudności z karmieniem pojawiły się potem. Położne w szpitalu okazały się niezbyt pomocne jeśli chodzi o opiekę nad noworodkiem, ale przede wszystkim wskazówki odnośnie karmienia piersią.  Zmęczenie, hormony, szok, nowe obowiązki. Przecież się przygotowywałam, ale teraz jakby grom z jasnego nieba spadło na mnie, że  ten mały człowieczek taki zależny ode mnie ma być też przeze mnie samą wykarmiony.

Z perspektywy czasu wiem, że po nawale nie powinnam mieć problemu, gdyby ktoś tak spokojnie mi powiedział jak Dominika: „Karmicie się książkowo. Jak będziesz chciała to będziesz karmić”. Dlaczego mówię, że  walczyłam? Walczyłam bo było bardzo trudno. Nigdy nie sądziłam, że tak to wygląda. Nie sądziłam, że jest tak trudne i tak piękne zarazem! Rady starszego pokolenia? Gdybym ich słuchała to nie karmiłabym już w 4 dobie. „Mi pokarm zniknął, to tak jest, że sam znika. Jak nie masz albo nie możesz to po co się męczyć”. „Daj mu butelkę z mm i zobaczymy co zrobi”. Nie dałam się namówić, gdyż miałam wsparcie. Miałam też przygotowany laktator. Tylko nie byłam przygotowana, że tak często go będę używać, a przecież w szkole rodzenia w ogóle odradzali jego kupno, bo się nie przyda. W mojej głowie raczej kołatało się wyuczone wcześniej:, niech się pojawi magiczny, mityczny pokarm, bo to najważniejsze’, a nikt nie mówił że zacznie się dopiero wtedy…I co robić?

Wiem, że moje problemy z karmieniem były wywołane brakiem umiejętności, ale przede wszystkim brakiem spokoju, którego nie dały mi osoby „pomagające” karmić w szpitalu. „Pani syn jest zbyt leniwy,  bo je tylko to co mu się wyciśnie” powiedziała jedna po półgodzinnej histerii mojego dziecka. Nawet nie chce wracać do tego, co działo się wtedy w mojej głowie. Położne, które myły syna i zobaczyły, że ma żółty mocz w pampersie obrzuciły mnie złowrogim spojrzeniem i tekstem: „przecież on jest odwodniony i nie ma składników odżywczych!”. Tylko, że ja robiłam wszystko, co mogłam włącznie z tym, że gdy już mi się udało przystawić syna do piersi to nasz rekord trwał 2h (!). 

Z perspektywy czasu wiem, że w stanie ciała i psychiki, jakim jest kobieta po porodzie nie powinnam tego słyszeć. Nie dało się nie brać do siebie wtedy takich słów. Wiem, że następnym razem byłoby inaczej. Nie liczyłabym na pomoc, a skupiła się na spokoju i naszej dwójce. Wiedziałabym, że pokarm będzie jeśli tylko będę chciała i będę karmić. Ważne jednak, że się nie poddałam i próbowałam. Pokarm odciągałam, kiedy nie udało się przystawić i miałam go duuuuużo. Wiem, że on jest w głowie. Wiem też jednak, że gdy chcesz karmić piersią, a Ci nie wychodzi najważniejsza jest cierpliwość i determinacja. Dogadaliśmy się. 6 msc karmienia wyłącznie piersią i potem dalej :) Bez dwóch zdań dla mnie to były najpiękniejsze chwile w życiu. Oczy dziecka podczas karmienia piersią są takie jak nigdy i chociaż wiesz, że noworodek świat widzi jeszcze niewyraźnie to Twoją twarz całkiem dobrze i tak wpatrujecie się w siebie….Mmm….

Wiem, że będę dłuuugo za karmieniem piersią tęsknić. Było ciężko, ale ten trud nie znaczy nic przy wspaniałości tych chwil. Kończąc ten tekst zdaję sobie sprawę, że ani trochę nie udało mi się oddać wspaniałości doświadczenia, jakim jest karmienie swojego dziecka piersią. Zawsze będę się wzruszać na widok matki karmiącej. Dla mnie to piękny obraz, który będzie przypominał niezwykły czas. #karmieswobodnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>