Poród w wodzie

Postanowiłam krótko opisać swój poród. Dlaczego? Wiele osób, słysząc o porodzie w wodzie zadaje dużo pytań. Spotkałam się z różnymi reakcjami od zniechęcenia (bo w wodzie niehigienicznie hm…) przez zaskoczenie (ale tak można?) po podniecenie (super, w wodzie nie boli!). Pomyślałam więc, że napiszę o tym parę słów. Dla mnie to temat rzeka, niewyczerpany, mogłabym mówić, opowiadać, przeżywać – pewnie, jak każda młoda mama. Z drugiej strony wraz z upływem czasu, jak inne doświadczone mamy zgodzę się, że ból wprost proporcjonalnie do czasu od porodu zmniejsza się. Więcej! Szczęście jakim jest Nowy Człowiek zawsze wygra z tym bólem choćby trwał prawie i dobę jak to było u mnie.
Na pytanie czy bolało mniej, bo woda łagodziła ból zawsze odpowiadam szczerze, a więc: nie wiem bo nie rodziłam więcej niż ten jeden raz. Myślę jednak, że warto podkreślić, iż woda nie zabierze bólu dla tych co się nad takim rodzajem porodu zastanawiają. Owszem w moim przypadku łagodziła go, ale chyba bardziej niż łagodzenie bólu to na mnie podziałała jako niwelator strachu. Nie planowaliśmy porodu w wannie. Po prostu, gdy do niej weszłam to nie chciałam wyjść, a że nie było przeciwwskazań i zgodziła się odbierająca poród położna to mogłam w niej pozostać. Jednak odczucie bólu i odporność na niego jest sprawą bardzo subiektywną. Dodatkowo, każdy poród jest inny, więc to nie jest tak, że dla każdego woda będzie dobrym rozwiązaniem. Przed porodem często słyszałam, jak młode mamy chwaliły sobie prysznic przy bólach porodowych. Z kolei dla mnie prysznic potęgował ból, z jednej strony było to dobre bo przyspieszał akcję, postęp porodu, z drugiej okropnie bolało (!).
Wszelkie zawarte tu informacje są tylko moim odbiorem, bo u każdego może  być inaczej, choćby ze względu na inny rozkład miejsca, w którym odbywa się poród. U mnie wanna była wbudowana w ścianę, przez co dostęp do mnie był tylko od  jej jednej ścianki, a biorąc pod uwagę, iż przy porodzie były obecne 3 osoby z personelu szpitala plus mąż to już mały tłok. W związku z tym, mimo że mój mąż uczestniczył w całej akcji, widziałam go, czułam obecność to nie stał za moimi plecami, ani nie trzymał mnie za rękę jak to sobie wyobrażałam. Zwyczajnie ze względów organizacyjnych musiał być między nami pewien dystans. Nagrał jednak niezapomniane wydarzenie w naszym życiu, a nagranie to jest wspaniałą pamiątką.

Myślę, że przebieg takiego porodu często wynika z metody, a więc przy takim jego typie wg mnie po prostu nie da się inaczej. Nie ma możliwości nacięcia krocza pod wodą, a więc może dojść, jak w moim przypadku, do pęknięć. Wydaje mi się, że przy porodzie „na powierzchni” może zaistnieć sytuacja wyboru w tym aspekcie.  Kolejny punkt to krótki kontakt skóra do skóry matki i dziecka. Wynika on przede wszystkim z dążenia do dobra noworodka, a więc zapobiegnięciu jego zbytniego wychłodzenia, raczej nie byłoby dla niego dobre jeśli przez godzinę lub dwie, jak nam mówili w szkole rodzenia, mama moczyła je w wodzie. Zmarzliby obydwoje. Co więcej, to nie jest koniec, kolejne etapy porodu muszą odbyć się na zewnątrz wanny. Kobieta musi wyjść z wanny by urodzić łożysko i mieć pozszywane krocze (jeśli popękało). Ale Malucha w tym czasie tuli tata ;)
Co do względów higienicznych. Wiele osób taki poród wyobraża sobie, pewnie dzięki krążącym w Internecie komicznym zdjęciom rodzinnych porodów w wannie pełnej krwi, że jest to widok iście z „The walking dead”. Obalam ten mit, woda była właściwie czysta do czasu wypchnięcia na świat Nowego Człowieka, a więc końcówki pobytu w niej. Co jeszcze, w wannie nie przebywa się przez cały okres porodu, ale w jego końcowej fazie. W moim przypadku poród trwał od godziny 2.00 kiedy to poczułam pierwsze bóle co 30-40 minut, od 6.00 ból był ze mną właściwie co 5 minut, czasem nawet częściej, z godziny na godzinę silniejszy, aby o 22.20 spotkać się ze swoim Cudem. Poród trwał więc prawie 24 godziny łącznie z porodem łożyska i zszyciem. Do wanny weszłam około godziny 21.00, aby mniej więcej po 30 minutach rozpoczęły się skurcze parte. Osobiście pobyt w niej wspominam jako 5 minut, zegar mówi co innego. W moim odczuciu najgorsza faza porodu trwała od 6.00 do 21.30, a więc do momentu parcia (po podaniu oksytocyny) kiedy to już wiedziałam, że mój Synek jest blisko ;) Opisuję ten czas, żeby pokazać, że woda nie zwalnia z bólu, ani z poszczególnych etapów porodu, ale też nie przebywa się w niej cały czas przez co staje się niehigieniczną. Przecież to do niej właściwie „przepływa” Nowy Człowiek.
Dochodząc do sedna tego co w porodzie najważniejsze to jego efekt, a więc zdrowe dziecko. Dlatego swojego porodu nie zamieniłabym na żaden inny. Poród w wodzie stanowi łagodne przejście dla dziecka do nowego środowiska. Nigdy nie zapomnę chwili kiedy oszołomiona usłyszałam słowa położnej: „proszę zobaczyć to pani synek pływa” i wtedy zobaczyłam to małe, idealne i aksamitne ciałko ruszające rączkami i nóżkami pod wodą, a potem przytuliłam i poczułam jego ciepło. To ciepło nazywa się Miłość.
<3

4 komentarze do “Poród w wodzie

  1. Dobrze, że teraz jest możliwość wyboru i inne warunki, przynajmniej w części przypadków. Niestety nie mam dobrych wspomnień z porodu, ale najgorsze zapomniałam lub usiłuję…

    • Najważniejszy efekt ;)! Ja z kolei niezbyt dobrze wspominam położnictwo. Ale tak jak piszesz z upływem czasu pewne rzeczy się zapomina :) Mimo to mam nadzieję, ze poziom opieki okołoporodowej w Polsce raczej będzie szedł ku lepszemu! Pozdrawiam!

  2. Zawsze mi się marzył poród w wodzie, niestety, nie miałam możliwości jego doświadczenia.
    Z tym większą ciekawością przeczytałam Twoje wspomnienia.
    Bardzo ciekawe to wszystko…
    Jesteś dzielną mamą, długi miałaś poród. Prawie doba bólu? Podziwiam i ściskam.
    Dobrze, że to się zapomina…
    Gdy tulisz do siebie to maleńkie, aksamitne ciałko, przepełnia cię tak przeogromne szczęście, że ból
    przestaje się liczyć…
    Wzruszająco o tym napisałaś w końcówce postu… Piękne chwile…
    Jeszcze raz gratuluję narodzin synka!

    • Dziękuję! Pewnie ten post to spora dawka bólu, ale najważniejszy jest efekt, a więc narodziny Miłości :))) Ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>