Czy refleksja o wirtualu jest rzeczywista?

Dzisiaj chciałam napisać o fajnym serialu – „Black mirror”. Właściwie to chciałam zachęcić do obejrzenia jednego odcinka z jego całej serii – „Nosedive”. Każda część serii opowiada oddzielną historię i ma inne przesłanie, więc niczego nie stracisz, a jeśli się spodoba sięgniesz po więcej. Ten jest specyficzny.  Media społecznościowe w przyszłości zawładną naszym życiem? A może życie niektórych już działa wg ich rytmu? Odcinek pokazuje przyszłość, przerysowuje, a może to już teraźniejszość pewnych osób? 
Każdy ocenia każdego, danie like lub serduszka wpływa na poczucie wartości, a wręcz status społeczny. O tym jest ten serial. Niby taki odrealniony, ale mocno skłania do refleksji.
Ostatnio mój blog zawitał, oprócz IG, również na FB :) Pomyślałam, że skoro nowoczesność i technika na to pozwalają to czemu nie ;) Prywatnie często myślałam już nad usunięciem swojego profilu na Facebooku. Do jego pozostawienia skłonił mnie obowiązek administracji kont służbowych. Po dłuższym przemyśleniu stwierdziłam, że będę czerpać to co korzystne: szybki kontakt z osobami bliskimi, które są daleko; łatwa możliwość przesyłania zdjęć i różnych plików; wiedza którą mogę czerpać z grup dyskusyjnych; zakupy które mogę zrobić u osób/firm tam działających, dla których bardzo często fb zaczyna zastępować prywatne strony (oszczędność kosztów) itd. 
Przykro jest jednak czasami widzieć jak łatwo jest przekroczyć granice, których nie widać. O wszelkim przekroczeniu ich jest ten serial. Wg mnie SZCZĘŚCIE MIESZKA GDZIEŚ INDZIEJ. Słabe jest, gdy uśmiechamy się tylko na zdjęciach profilowych, gdy jesteśmy szczęśliwymi parami i idealnymi rodzinami w wirtualu, gdy makijaż i zadbany wygląd to maska, albo, o zgrozo, bez zastanowienia wrzucamy tam zdjęcia np. nagich dzieci.
I tu przejdę do rozmyślań rodzica. Już wiem jak to jest kochać bez pamięci. Krzyczałabym o nim i  wrzucała wszędzie zdjęcia swojego synka. I nie mówię, że to jest zakazane. Nie. Ale zastanówmy się czy chcielibyśmy widzieć w Internecie własne zdjęcie w wanience lub na nocniku (to nie są zwykłe hasła, serio wśród swoich znajomych widzę takie zdjęcia!). Zdaję sobie sprawę, jaką dumą kierowali się rodzice. Niestety Internet nie zapomina i choć dzisiaj powoli wśród pełnoletnich osób pojawia się pokolenie, które od urodzenia żyło z siecią w domu, tak wydaje mi się, że kiedyś o tym może być głośno, a niektórym mocno niewesoło! Nie jestem przeciwnikiem umieszczania zdjęć. Jestem zwolennikiem tego, by robić to w pełni świadomie. Tak samo jeśli chodzi o korzystanie z postępów techniki, jakimi są portale społecznościowe. Uwielbiam Instagrama za możliwość zapisu wspomnień w obrazach, a Facebooka za ułatwienia komunikacyjne. Niestety uważam jednak, że niosą one ryzyko uzależnienia i gry pozorów. Ale warto zapytać siebie: po co udawać? Followersów i wirtualnych znajomych mogę oszukać, ale siebie? A tym bardziej siebie i swoje dziecko? Jeszcze raz dotykając tematu rodziców – zastanawiam się często czy piękne, czyste, poukładane, pastelowe, modne pokoje i firmowe ubranka to ich codzienność. Nie chce być zrozumiana źle – jeśli faktycznie ktoś jest tak schludny i poukładany, że w tle nigdy nie będzie porozrzucanych zabawek czy pościeli a ubranka zawsze czyste, dobrane i idealnie leżące to ok, ale jeśli ustawia to tylko dla zdjęcia i nieznanej sobie osobiście społeczności to jest to przykre.Więcej dystansu do insta czy fb! Bo liczba polubień, wirtualnych znajomych czy obserwujących nie jest sensem życia.  Chciałabym mieć pewność, że wszystkie idealne zdjęcia to rzeczywistość. Myślę, że tak będzie jeśli każdy z nas będzie szczery wobec siebie przede wszystkim.

8 komentarzy do “Czy refleksja o wirtualu jest rzeczywista?

  1. Serialem mnie zainteresowałaś :-) Co do Twoich przemyśleń – nie napiszę nic więcej, bo się po prostu zgadzam w całej rozciągłości. Może dodam tylko, że podobne zachowania dotyczą już dzieci, które mają własne konta na FB i tam wrzucają zdjęcia nie tylko swoje, ale i członków rodziny…poza kontrola rodziców.

  2. Ciekawy artykuł, skłaniający do refleksji. Serial też mnie zaintrygował…
    Mam podobne dylematy, o których piszesz…
    Jakiś czas temu myślałam o blogu na FB, ale do teraz tego nie zrobiłam.
    Wciąż miałam jakieś wątpliwości i obawy typu „Chciałabym, a boję się”…
    Na blogu umieszczam zdjęcia swoich dzieci, selekcjonuję je, by nie pokazywały dzieci w sytuacjach niekomfortowych,
    ale przyznam Ci się, że nie jestem pewna, czy dobrze robię.
    Ale że mieszkam na emigracji z dala od dziadków, cioć, rodziny, więc te zdjęcia umieszczam w zasadzie dla nich,
    bo wiem, że zaglądają i choć w ten sposób śledzą, jak dzieci rosną.
    Jednak czasem dopadają mnie wątpliwości, czy w jakiś sposób nie szkodzę moim dzieciom…

    • Polecam gorąco! Może i mocno przerysowany, ale w jakimś celu ;) Kochana absolutnie nie miałam na myśli czegoś takiego, jak Twój blog! Twój blog czyta się chętnie, a zdjęcia wg mnie dodają uroku. On będzie wspaniałą pamiątką rodzinną! Myślę, że Twoje dzieci chętnie go kiedyś przeczytają :) A prowadzisz go wspaniale, tym bardziej fantastyczne jest to, że dzięki niemu daleka (wg kilometrów) rodzina ma Was na codzień :) Rozumiem Twoje wątpliwości, ale każdy rodzic chyba by miał. Wiesz Ty tego nie robisz w taki „pusty” sposób, jaki ja miałam na myśli. Na dodatek tu chodzi o szczerość, pokazujesz to jak jest, a nie ustawiasz niczego tylko pod zdjęcie ;) Ściskam mocno!

  3. Wiem Nastka, że Ty nie o mnie pisałaś, wiem…
    Ale chciałam się z Tobą podzielić swoimi lękami i wątpliwościami, bo niestety gdzieś tam one we mnie siedzą i pewnie już się ich nie pozbędę. Dziękuję za wsparcie i życzliwe słowa. Podziałały na mnie kojąco.
    A Twój artykuł jest bardzo dobry, pełen mądrych przemyśleń.
    I też nie rozumiem tej całej pogoni za „lajkami”, „followersami”. To znaczy wiadomo, każdy twórca chce się podzielić tym, co ma, ale warto to robić z głową, dystansem, o którym piszesz, nie za wszelką cenę.
    Pozdrawiam gorąco:)

    • Nie ma za co :) Cieszę się, że podziałały kojąco, ale również rozumiem obawy! One są zrozumiałe, szczególnie że ja jako mama czasami tak dumam nad dziennikiem mojego synka! Ale w pełni świadomie to robimy i to jest ważne! Ważne jest to, że nie pozwalamy sobie na bezmyślne zdjęcia czy opisy spraw intymnych, a zauważyłam, że zdarza się taka sprzedaż swojej codzienności, każdej chwili, jakby taki Nowoczesny Wielki Brat, którego niektórzy sami zapraszają do domu. Buziaki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>